Zesłanie rodziny Kiszków

Kiszkowie przed wojną mieszkali we wsi Doliniany, koło Gródka Jagiellońskiego w Małopolskiej Wschodniej, niedaleko Lwowa.

 Tuż przed wojną, w 1938 r. rodzina Kiszków sprzedała swoją własność w Dolinianach i zakupiła od państwa ok. 25 morg ziemi z parcelacji pod wsią Żuków w województwie tarnopolskim, w powiecie Złoczów.

 Doliniany-Żukówparcelacja Żukówwycinek z mapy wojskowej z 1929 r. (ze zmianami w 1937 r.) wg www.mapywig.org
Żuków – z prawdopodobnym położeniem tzw. parcelacji (ustalenie moje)

Jesienią Kiszkowie zamieszkali w budynku byłej stajni, przerobionej na mieszkania dla osadników.

W Żukowie wybudowali drewniany dom, murowaną stodołę i zakupili sprzęt. W nowym miejscu Kiszkowie zamieszkali tuż przed żniwami w 1939 r.

 Niedługo dane było im się nacieszyć gospodarstwem. Po wybuchu II wojny światowej, w porozumieniu z Niemcami Związek Radziecki zajął wschodnie ziemie Polski. Przygotowano ostateczne usunięcie śladów polskości z Kresów Wschodnich.

W dniu 10.02.1940 r. rozpoczęła się I zsyłka Polaków na Sybir. Celem ich było pozbycie się tzw. wrogów ustroju, czyli warstwy żywej narodu, zwłaszcza osób, działających w kierunku walki o wolność Polski jak ziemiaństwo czy bogatszych, mogących wesprzeć taką działalność.

Wywożeni wtedy byli również ludzie wskutek donosów czy osobistych porachunków. Duży udział w tym mieli zwolennicy komunizmu, zwłaszcza Żydzi, pomagający tworzyć wykazy osób przeznaczonych do zesłania, oraz Ukraińcy z zawiści czy chęci wzbogacenia się.

Kiszkom zazdroszczono dużego domu. Ich rodzinę władzom sowieckim wskazał „sołtys wsi” – Ukrainiec. Tak oto Kiszkowie jako kułaki znaleźli się w pierwszej zsyłce, tej niespodziewanej. Musieli więc, jak się okazało, na zawsze opuścić swoją ziemię.

 Zaskoczono ich po północy. Do domu weszło dwóch wojskowych niskiego wzrostu, uzbrojonych w broń z bagnetami. Na zewnątrz ich dom został obstawiony wojskiem. Przez cały ten czas wszyscy płakali.

Rzekomo w poszukiwaniu broni zaczęto przeczesywać dom i nikomu nie pozwalano się ruszyć. Po tym wszystkim, dom wyglądał jak pobojowisko. Meble zostały powyrzucane, pościel rozrzucona, mąka wysypana, a szkło potłuczone. Zboże zabrano do pobliskiej szkoły,

Następnie rozkazano przygotować się do wyjazdu i dano im niewiele czasu. Wolno im było zabrać pościel, ubrania i coś do jedzenia.

Wmawiano -„Nie bierzcie dużo jedzenia ani przedmiotów, lecz tylko na dwa dni. Wszystko dostaniecie na miejscu. Daleko nie pojedziecie.” Kłamstwem pocieszano dorosłych, a płaczące dzieci uspokajano. Żołnierze mówili: „ Będzie wam dobrze na ziemi sowieckiej, tam żadne dziecko nie doznało nigdy krzywdy”.

Na szczęście trafili również na zwykłego żołnierza. Uświadomił im, co się dzieje i co mniej więcej z nimi się stanie. Dzięki temu zdążono zabić kury i wsadzić je do worka. Dzięki czemu mieli co jeść w czasie podróży.

 Jak to się okazało, również ubrania uratowały im życie. Ciuchy na zesłaniu były na wagę złota, jeśli nie cenniejsze. Na Sybirze nie marzli tak jak inni, a w Kazachstanie ciuchy zamieniali na żywność i względnie nie głodowali.

miejsca zesłań

Przez Żuków wprawdzie przechodziła droga kolejowa, ale nie było dworca, więc pociągi się nie zatrzymywały.

Dlatego więc całą rodzinę załadowano wraz z tobołami na sanie i wieziono w śniegu przy około 30 stopniowym mrozie ponad 20 km na dworzec kolejowy w mieście Złoczów, na wschód od Lwowa.

W Złoczowie czekał na zesłańców brudny, zakratowany skład towarowy. Wszyscy byli zamknięci od zewnątrz i pilnowani przez wojsko. Czekali na odjazd do następnego dnia, ale pociąg wyruszył w drogę dopiero nocą.

W podłodze była wydrążona dziura, która służyła za ustęp. Na środku stał żelazny piecyk, ale zwykle brakowało opału i było okrutnie zimno. Nawet gdy było czym palić, to rozgrzany do czerwoności piecyk, nie był w stanie nagrzać pomieszczenia, do którego przez szpary nawiewał śnieg. Rankiem, ściany oraz ubrania śpiących pokryte były śniegiem i szronem.

Dopiero po trzech dniach pociąg zatrzymał się i otworzono drzwi. Do tego czasu wszystkim skończyła się żywość i woda. Dzieciom z pragnienia popękały usta. Były pierwsze przypadki odwodnienia. Był wielki płacz, z powodu nieludzkich warunków, ludzie mdleli, umierali.

Gdy podczas postoju pozwalano wyjść, kto tylko mógł i miał do czego, zaczął nabierać śnieg, by po jego roztopieniu, użyć go jako wody pitnej. Byli i tacy, którzy nie mogli się doczekać i jedli po prostu śnieg. Na bocznicach kolejowych, podczas postoju dawano tzw. kipiatok tj. gorącą wodę.

Średnio co dwa, trzy dni otwierano wagony. Wtedy zesłańcy otrzymywali coś do jedzenia i picia i tak skład jechał przez 3 tygodnie.

         Pamiętnym postojem był ten na dawnej granicy polsko-radzieckiej, ze względu na konieczność zmiany rozstawu torów. Ludzie płakali i śpiewali polskie pieśni.

Sybir

Kirów - Noszul

Muraszi - Noszul

Kiszkowie na miejscu zesłania znaleźli się w marcu 1940 r. Najpierw znaleźli się na dworcu w Kirowie. Stamtąd zawieziono ich do miejscowości Muraszy (Rosja, obwód kirowski, Murashi) oddalonej około 110 km na północ od miasta Kirów. Na dworcu czekały na zesłańców samochody ciężarowe. Otrzymali tam do jedzenia ruski barszcz i trochę chleba.

W czasie jedzenia wszyscy płakali. Bali się, co się z nimi stanie. Nie mogli zrozumieć, co było powodem ich męki. Nie byli przecież żadnymi przestępcami. Do głowy przecież im przyjść nie mogło, że są wypędzeni z domów za to, że są Polakami. Zastanawiali się tylko, czy dane im będzie powrócić do domu.

Ciężarówkami zawieziono ich do miejscowości Noszul (Rosja, Republika Komi, rejon priłuski, Noshul) oddalonej o ok. 100 km od Muraszy w kierunku stolicy Republiki Komi – Syktywkaru. Jechali tam bardzo długo, ponieważ drogi były bardzo zaśnieżone i trzeba było często odrzucać zaspy nawianego śniegu. Plandeka okrywająca ciężarówkę była nieszczelna i często się zrywała, przez co lodowaty wiatr ze śniegiem wbijał się w twarze, a mróz przenikał do szpiku kości.

Po dojechaniu do tego miasta, musieli się przesiąść na sanie, ale nie starczyło miejsca dla wszystkich.

Mogli jechać tylko starcy, chorzy i dzieci. Pozostali musieli iść pieszo około 30 km w śniegu i mrozie. Spośród tych co szli, wielu odmroziło sobie nogi, a kilkoro zmarło z wycieńczenia.

Ostatni odcinek „podróży” był najgorszy. Wiódł bowiem przez zamarzniętą dużą rzekę Łuza (Luza w pobliżu Noszulu), ponieważ nie było tu żadnych dróg. I tak znaleźli się w sybirskiej tajdze.

Według http://indeks.karta.org.pl/pl/tom_18.html: „Zesłani w rejon priłuski trafili do przedsiębiorstw państwowych: Objaczewskiego Lestranchozu i Noszulskiego Lestranchozu COLES-u (11 posiołków). Noszulski Lestranchoz był jednym z największych.” Tam trafili Kiszkowie.

Na miejscu umieszczono ich w osiedlu robotniczym (w drewnianych barakach), w Trzecim Posiołku, w odległości koło 6 km od wsi Trudowik, gdzie był kołchoz blisko miasta Girkul w gotowych barakach wielorodzinnych.
Już następnego dnia, bez żadnego odpoczynku trzeba było iść do pracy przy wyrębie lasu. W zasadzie pracę wykonywali wszyscy – mężczyźni, kobiety i młodzież, latem także dzieci.

Tam gdzie Kiszkowie przebywali, mrozy dochodziły do -50°C. Zdarzało się, że drzewa pękały.

Każdy miał do wykonania określony rodzaj pracy. Jeżeli się nie wyrabiał, zmniejszano mu dawkę jedzenia, choć i ta była niewystarczająca.

Za wykonaną pracę, każdy z zesłańców otrzymywał po 300g chleba na dzień na osobę pracującą za wykonaną normę.

Dostawali też przydział żywnościowy, który mogli wymieniać w sklepie kołchozowym na podstawową żywność, ale i tej tam brakowało.

To wszystko to było za mało jak na liczną rodzinę Kiszków, zwłaszcza, że niepracujące dzieci nie dostawały nic.

Zdarzało się, że gdy było -50°C to nikt nie pracował. Wtedy i pracujący nie otrzymywali żywności. Raz na zesłaniu się złożyło, że Kiszkowie 3 dni nie szli do pracy. Wszyscy byli bardzo głodni, ale najbardziej odczuli to najmłodsi.

By nie umrzeć z głodu, latem jedli nawet zupę z niedocenianego współcześnie pożywnego chwastu, jakim jest lebioda.

Kiszkowie, tak jak i inni zesłańcy zbierali to, co dawał las, głównie grzyby i jagody. Jagody i grzyby suszyli na potem, bowiem zima w tym miejscu trwała 9 miesięcy.

Na szczęście dla rodziny, na Sybirze jedna osoba z rodziny, Józef Kiszka został piekarzem. Wprawdzie chleba nie wolno było przynosić, ale wynosił w nogawkach spodni odpady, bądź skórki z chleba, które były w piecu.

Kiszkowie, jak i inni zesłańcy mieszkali w nieszczelnych, drewnianych barakach. Spali tak, jak inni – na pryczach. Również brakowało im jedzenia, odpoczynku i zdrowia. Tak jak wszystkich, trawiła ich tęsknota za swoimi stronami…

 Po wybuchu wojny niemiecko-radzieckiej i podpisaniu umowy Sikorski-Majski zesłańcy polscy mogli się przemieszczać po obszarze ZSRR. Powstawało wojsko polskie. W sierpniu 1941 r. zgłosił się do niego na ochotnika Józef Kiszka i został wysłany do miejsca tworzenia się jego jednostki – do Kazachstanu.

Na mocy tej umowy zesłanym Polakom „wspaniałomyślnie” władza radziecka „darowała „przestępstwa” a zwłaszcza ich „wrogość wobec ustroju radzieckiego”.

Nikt nie chciał spędzać drugiej zimy na Sybirze, więc Kiszkowie, jak i inni Polacy, opuszczali miejsca zesłania i udawali się w miejsca zawiązywania się wojska polskiego. Tylko tam ludność polska czuła się bezpiecznie.

Jesienią 1941 r. Kiszkowie wyruszyli w podróż do Kazachstanu na listowne zaproszenie Józefa Kiszki.

 

Kazachstan

 

 

Dzięki temu, że Józef Kiszka wstąpił do wojska polskiego z II zeszytu „Spisu rodzin wojskowych wywiezionych do ZSRR” Ministerstwa Obrony Narodowej – Wydziału Rodzin Wojskowych, sporządzonego na dzień 01.01.1943 r. a znajdującego się, w Instytucie Polskim i Muzeum im. gen. Sikorskiego (nr spisu w archiwum 138/283), opracowanego przez byłego attache wojskowego RP w ZSSR ppłk. dypl Rudnickiego i podległych mu ludzi, wiadomym jest, jak nazywało się miejsce pobytu Kiszków w Kazachstanie.

Na stronie 410 tego zeszytu można przeczytać, że znaleźli się w Dżambulska obłast, kurdajskim rejonie.

Kurdaj - Ługowoj

Na podróż zabrali zgromadzone jedzenie: trochę chleba i kilka worków suszonych grzybów.

Pierwsze 30 km pokonali w jeden dzień. Następne 100 km w dwa tygodnie. Szli cały czas pieszo do miasta Muraszy, do tej samej miejscowości, na której wysiedli z pociągu w 1940 r.

Na dworcu Kiszkowie czekali kilka dni, aż przyjdzie ich kolej odjazdu. Na wyjazd czekało bardzo dużo ludzi, gdyż brakowało składów i każdy chciał się wydostać z piekła obozów sybirskich.

Gdy w końcu się doczekali, wsadzono ich do składu towarowego. W drodze wyczerpały się im wszystkie zapasy jedzenia. I znów byli głodni.

Podczas podróży zaczęli umierać ludzie. Najbardziej utkwiła im w pamięci umierająca dwuletnia dziewczynka, leżąca na rękach swojej mamy. Wyciągała rączki i szeptała „mamusiu daj papa (chleba)” Pomimo upływu lat wciąż nie może zapomnieć tego widoku.

Droga była bardzo długa. Kiszkowie jechali z Sybiru przez wiele rzek, przez góry pustyni i stepu przez miejscowość Kyzyłkum, niedaleko miejscowości Dżambul (obecnie Taras). Ostatecznie znaleźli się w stolicy Uzbeskistanu, Taszkiencie.

W Taszkiencie było polskie przedstawicielstwo wojskowe. W tym mieście powiększono skład pociągu. Zesłańcy otrzymali trochę chleba i sucharów dla starych, chorych i dzieci, by znów ruszyć w nieznane.

Tak oto po długiej podróży Kiszkowie znaleźli się w Kazachstanie w miejscowości Kurdaj, gdzie był tam kołchoz.

Do nowego miejsca pobytu na zesłaniu docierali długo. Nie zdążyli się spotkać z Józefem Kiszką, bowiem udał się z wojskiem polskim do Persji.

Tak więc Kiszkowie musieli zostać w Kazachstanie, na obcej ziemi, do końca wojny. Jak się później także okazało, Józefa już nigdy nie zobaczyli.

W Kazachstanie Kiszkom również było ciężko. Znaleźli się we wsi Karakonus, koło miasteczka Takmak. Wieś ta leżała w dolinie, gdzie były 4 koryta rzek.

Z tubylcami nie można było się dogadać ani po polsku, ani po rosyjsku. Kiszkowie zamieszkali pomiędzy zesłanymi w latach trzydziestych Ukraińcami z Ukrainy Radzieckiej. Pocieszeniem dla nich było to, że ci w tamtym czasie mieli gorzej, bo przywieziono ich w szczere pole i kazano mieszkać i pracować.

 Kiszkom, jak i pewnie większości Polakom zdarzało się, że pracowali nawet bez zapłaty, byleby mieć, co zjeść. Przydział za dniówkę to było 50 g ziarna!

Czasami otrzymywali otręby, z których rodzina piekła placki, rzadko kaszę. Kiedy i tego nie było, jedli makuch – wyciśnięte nasiona roślin oleistych, stanowiące paszę dla bydła. Pewnego razu zamienili kożuch na 32 kg ziemniaków byleby rodzina miała co jeść!

 Powrót do domu?

 Gdy w dniu 08.05.1945 r. II wojna światowa się skończyła pozwolono Polakom wracać do domu. Tylko tym z Kresów Wschodnich pozornie.

Nikt nie wiedział, że Zachód sprzedał Polskę i oddał ZSRR polskie Kresy z Wilnem i Lwowem.

Tak więc Kiszkowie wracali do Polski, która tylko pozornie odrodziła się i to nie domu, tylko na ziemie znajdujące się w jej nowych granicach. Nie leżał w nich ani Żuków, ani Doliniany.

Wg archiwum Instytutu Pamięci Narodowej (IPN) ich zesłanie zakończyło się w czerwcu 1946 r.

Z Kazachstanu Kiszkowie, wyruszyli pociągiem do Moskwy. Podczas przesiadki w tym mieście, dowiedzieli się, że nie wrócą do domu – do Żukowa, ale na Śląsk.

Kiszkowie z Moskwy pojechali na nieznane im ziemie zachodnie. Gdy przekraczali przedwojenną granicę Polski, wszyscy Polacy płakali i śpiewali Mazurka Dąbrowskiego. Jeszcze łudzono się że to jest granica Polski. Lecz nie dane im było wrócić do siebie. Czekała ich jeszcze długa podróż.

Latem 1946 r. pociąg przywiózł ich do obozu przejściowego w Jeleniej Górze na Śląsku, skąd musieli sami sobie szukać miejsca na osiedlenie. Długo nie mogli go znaleźć.

powrót z Kazachstanu

W Jeleniej Górze nawiązali kontakt ze swoją rodziną, która zamieszkała wraz z innymi Doliniańcami w Nowej Cerekwi pod Głubczycami na Opolszczyźnie. Postanowiono u niej zamieszkać do czasu znalezienia nowego domu.

Dopiero we wrześniu 1946 r. znaleźli opuszczony przez Niemców dom w Wojnowicach obok Nowej Cerekwi – ok. 20 km od granicy polsko-czeskiej.

Początki na nowej ziemi były trudne. Kiszkowie przyjechali późno do Wojnowic, bo jesienią 1946 r. i nie mieli nic. Obszary poniemieckie były ogołocone z żywności i sprzętu przez Armię Czerwoną, która miała w zwyczaju wywozić wszystko, nie tylko to, co niemieckie do ZSRR. Pola natomiast nie były zasiane. Rodzina musiała na nowo układać sobie życie.

Żyli nadzieją, że kiedyś wrócą do domów. Dlatego w poniemieckich obejściach i w domach nic nie poprawiano, bo „na wiosnę pojedziemy do swoich domów na Kresach”.

Okazało się jednak, że granice z ZSRR zostały uszczelnione i zamknięte, zaś Polska nie odzyskała niepodległości.

I tak minęły lata aż nadzieja na powrót w rodzinne strony zupełnie zgasła. Pogodzono się z nową rzeczywistością.

Posłowie

W czasie II wojny światowej i bezpośrednio po niej, prawie każdą rodzinę dotknęła śmierć, czy to ze strony Niemców, Rosjan, Ukraińców czy nawet Litwinów.

Rodzina Kiszków miała szczęście w nieszczęściu. Wszyscy przeżyli wojnę.

Przeżycia wojenne całej rodziny odcisnęły piętno na nich samych. Spowodowały, że nie chcieli i nie chcą wracać do tych ciężkich i niemiłych wspomnień.

Trzeba też dodać, że być może dzięki zesłaniu rodzinę Kiszków ominęły pogromy ludności polskiej wykonywane przez Ukraińców ze zbrodniczego UPA, jakie się odbywały podczas wojny w Małopolsce Wschodniej.

Według Kalendarium ludobójstwa ukraińskiego dokonanego na ludności polskiej w latach 1939 – 1948 opracowanego przez Stanisława Żurka w marcu 1944 we wsi Doliniany pow. Gródek Jagielloński Ukraińcy zabili około 30 Polaków.

Może to i mała liczba w porównaniu do pogromów ludności polskiej w innych miejscach, ale wśród tych osób mogli być Kiszkowie… I nie byłoby o czym, o kim pisać i być może nie miałby, kto o tym napisać.

Trzeba zaznaczyć, że ze względu na to, że Kiszkowie przetrwali wojenną zawieruchę, obowiązkiem naszym jest przypominać ich losy: sposób w jaki się to wszystko odbyło oraz co pozwoliło im przeżyć. Ku pamięci i ku przestrodze. A także żeby w przyszłości zło się już nie powtórzyło.

Temu celowi służy powyższy wpis.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s